• YouTube Social  Icon
  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon

© 2023 by  Emilia Carter. Proudly created with Wix.com

Jak to jest zostać zauważonym przez National Geographic?

Mój serdeczny przyjaciel jeszcze z czasów liceum, który obecnie jest doktorem antropologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (Marek na pewno tego nie czytasz, ale z tego miejsca Cię pozdrawiam) zanim zaczął jeszcze swoją przygodę z antropologią, ale już wiedział co chce studiować, otwarł kiedyś jeden z numerów czasopisma National Geographic, wskazał palcem na jedno nazwisko spośród redaktorów, przy którym widniało stanowisko antropolog i powiedział jego kiedyś wygryzę. Potem skończył studia i stwierdził, że NG to zbyt mało naukowe pismo, raczej popularno-naukowe, z naciskiem na popularno, a on mierzył znacznie wyżej. Dla mnie jednak NG z punktu widzenia fotografa to szczyt niedozdobycia.

Nigdy nie zapomnę tej słynnej okładki NG z 1985 roku Sharbat Gula, afgańskiej dziewczynki ze spojrzeniem tak hipnotyzującym i niepokojącym, że nie sposób zapomnieć. Zdjęcie zostało zrobione przez dziennikarza Steva McCurry'ego w obozie dla uchodźców w Pakistanie. Początkowo nikt nie wiedział kim jest dziewczynka ze zdjęcia, łącznie z fotografującym. Dopiero w 2002 roku wyjaśniła się tajemnica, tajemniczej dziewczynki o przenikliwym spojrzeniu. Historia jej życia nie jest specjalnie interesująca, więc nie będę o tym pisała. Jednakże podejrzewam, że to zdjęcie zmieniło życie autora. To zdjęcie rozpoznaje każdy z pokolenia, kiedy ono się ukazało w NG.

Historia mojego zdjęcia Little Wizard jest nieco mniej intrygująca. To był zwykły niedzielny poranek w moim niezwykłym domu. Jedliśmy śniadanie w kuchni. Natasza zaczęła marudzić, więc wymyśliłam, że skoro już umie chodzić, kupiłyśmy nowe kalosze, a w nocy spadł deszcz, to idziemy na pierwszy w jej życiu rajd po kałużach. Nawet nie zdążyli zdjąć pidżam i już razem z tatą biegali po wodzie, na tyłach naszego domu. A matka? Chwyciła za aparat. I tak powstało to zdjęcie. 1 z kilkudziesięciu, ale to miało w sobie magię.

Nawet nie wiem jak to się stało, że założyłam konto na stronie National Geographic Photography. Wrzucałam tam od czasu do czasu jakieś zdjęcia. Dokładnie 9 zdjęć. Ludzie czasem je lajkowali, czasem ktoś napisał komentarz, czasem nawet jakiś redaktor NG dodał je jako swoje ulubione i tyle. Po około 2 miesiącach, kiedy już zapomniałam, że to zdjęcie tam jest dostałam informację, że redaktor NG skomentował moje zdjęcie. Wow pomyślałam, ale czad z tylu zdjęć ile przeglądają codziennie, (bo to amerykańska storna nie polska wersja NG), ktoś się pofatygował, żeby skomentować moje zdjęcie. Czad!!! To był mój mały szczyt marzeń. Następnego dnia rano spoglądam na telefon a tam informacja, że moje zdjęcie zostało nominowane do Daily Dozen, czyli 12 najlepszych zdjęć dnia!!! Nie mogłam w to uwierzyć. Myślałam, że śnię. Jeszcze rok temu w życiu bym nie pomyślała, że będę fotografować. Z tego snu obudziła mnie proza życia, mała zrobiła kupę gigant. Wróciłam na ziemię. Potem głosowanie na Top Shot. W sumie nawet nie widziałam o co kaman z tym Top Shot, ale jak pojawiała się szansa z tych 12 jeszcze zostać najlepszym to przecież trzeba spróbować. I tu ogromna zasługa facebook i instagrama. Wieść rozniosła się błyskawicznie i moi kochani znajomi i znajomi znajomych nie zawiedli. Do północy trwało głosowanie. Osobiście nie liczyłam na nic, nawet kompulsywnie nie sprawdzałam wyników, bo uznałam, że nie ma szans, a ja i tak jestem już kompletnie oszołomiona. Ilość pozytywnych komentarzy, komplementów pod adresem tego zdjęcia mnie totalnie oszołomiła. Cudowne uczucie. i co? I rano okazało się, że wygrałam.....

Nie, moje zdjęcie nie znajdzie się na okładce papierowego NG; nie, nie dostałam za to pieniędzy, ani nawet dyplomu. Moje zdjęcie zostało opublikowane na insta NG i zdobyło około15000 lajków i mnóstwo pozytywnych komentarzy a ja nabrałam wiatru w żagle. Uwielbiam fotografować, a to, że doceniają mnie inni tylko mnie uskrzydla. Marzę, że kiedyś zrobię takie zdjęcie jak Steve McCurry. Zdjęcie, które udokumentuje historyczne wydarzenie, które samo zapisze się w historii i będzie opublikowane na okładce National Geographic. Marzę i wierzę, że to marzenie się spełni. A jeśli się nie spełni to chociaż będę do niego dążyć. Bo marzenia są po to aby je spełniać, a jak nie przerażają swoją wielkością, to znaczy, że są za małe...


180 wyświetlenia