• YouTube Social  Icon
  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon

© 2023 by  Emilia Carter. Proudly created with Wix.com

Czy jeśli nie lubię układanych zdjęć noworodków to znaczy, że nie będę mieć pięknej pamiątki?

Właśnie jestem po przepięknej, bardzo poruszającej sesji lifestylowej mojej koleżanki, która właśnie urodziła małego Ignasia. Ponieważ Zu mieszka w Poznaniu a ja w Lesznie, w związku z tym dużo łatwiej było żebym ja przyjechała do niej zrobić zdjecia jej nowo narodzonemu synkowi, niż żeby ona przyjeżdżała do mnie.

Nikt nie musi mi przypominac co znaczy okres połogu, tych słynnych dwóch tygodni po urodzeniu dziecka. Adrenalina we krwi, euforia, totalne zakochanie, ale też przejęcie nową rolą, próba odnalezienia rutyny dnia codziennego, zmiany całego życia, które teraz zaczyna się kręcić wokół innej osoby, a do tego jeszcze niedogodności związane z przebytym porodem i unormowaniem laktacji. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby wychodzić wtedy z domu. Do 14:00 potrafiłam nie wyjść z pidżamy i nie wziąć prysznica, bo najzwyczajniej nie znalazłam na to chwili czasu. Czasami zapomniałam umyć zębów. Ale i tak był to najpiękniejszy okres w życiu, bo była już Ona.

We wcześniejszym poście już pisałam o tym, że jeśli sesja noworodkowa, to tylko w okresie tych magicznych 14 dni po narodzinach maluszka. Spóźnisz się, trudno, sesji nie będzie. Czy tak faktycznie musi być? Czy podczas tych pierwszych dwóch tygodni, kiedy świat staje na głowie trzeba jeszcze ogarnąć sesje zdjęciowa, bo potem będzie za późno? I czy to musi być w studio?

Zaproponowałam Zu, że to ja przyjadę do nich i, że zrobimy sesję lifestylową. Taką bardzo naturalną, niepozowaną, rodzinną. Bez propsów, misek, wiaderek, bean baga. Tylko rodzice, maluch i ich dom. W niedzielę po południu dotarłam do Poznania. W drzwiach stanęła Zu, nieumalowana, w sportowych spodniach, z burzą kręconych włosów, taka jaką znam na co dzień. Naturalna. Najpierw wykorzystaliśmy resztki naturalnego światła w sypialni, potem skorzystałam z czarnego tła, które ze sobą przywiozłam i lampy i co... Jak wróciłam do domu i zrzuciłam zdjęcia do komputera to oniemiałam z zachwytu. Wyszło pięknie. Intymność, relacja, bliskość trójki ludzi, miłość, troska... wszystkie najpiękniejsze emocje. Kwintesencja rodzicielstwa. Relacji trójki ludzi. Rodzina.

Wszystko to czego niestety nie ma na pozowanych, układanych zdjęciach noworodków, to wszystko było widoczne tutaj. Te fotografie mówią więcej niż tysiąc słów. Mam wrażenie, że nawet nie muszę ich komentować. One same opowiadają historię. Ta sesja jeszcze bardziej uświadomiła mi dlaczego tak bardzo pokochałam fotografię lifestyle. Oczywiście nie wszystkie zdjęcia są do publicznego pokazywania. Niektóre z nich pokazują tak intymną relacje, że zachowuję je tylko dla oczu samych zainteresowanych :)


132 wyświetlenia